Czytelniku 11

Poprzednia strona

Strony 36-42

Po kilku tygodniach wezwał mnie główny inżynier i polecił mi udać się w godzinach wieczornych na stację kolejową, gdzie mam odebrać transport Żydów do naszego Arbeitslageru. Wydał mi urzędowe pismo, że jestem upoważniony do reprezentowania firmy przed tymi ludźmi. Gdy zobaczyłem ów transport – 3 wagony bydlęce, kolczasty drut, uzbrojeni esesmani – obleciał mnie strach, zacząłem się obawiać, że i mnie tam mogą wsadzić, choć ściskałem w ręce świstek papieru z wydrukowaną „czarną wroną” SS.

Stan przybyłych był godny pożałowania. Trudno było mi zorientować się w stanie indywidualnym przybyłych, gdyż była noc między 12-2 po północy, ale 2-3 trzeba było nieść na rękach, reszta tworzyła zbitą grupę przestraszonych i choć wiedzieli, że wartownicy SS pozostali za nami, szli nadal przestraszeni do naszego budynku obozowego. Dopiero gdy ich przekonałem, że nie są strzeżeni, że i ja jestem Żydem, że oczekuje ich ciepły posiłek, opieka lekarska i spanie, wówczas nastąpiło rozluźnienie. Transport przybył z okupowanych miasteczek nad Bugiem, gdzie byli zatrudnieni przy budowie dróg prowadzących do Bugu dla przygotowujących się wojsk niemieckich do natarcia na wojska radzieckie w czerwcu 1941.

O mających nadejść transportach poinformowałem gminę żydowską w Chabówce, ktoś zorganizował natychmiast wszelką pomoc. Kobiety zajęły się przygotowaniem jedzenia, zorganizowały opiekę i pomoc, mężczyźni przygotowali odpowiednie pomieszczenia. Zajęto się przede wszystkim rannymi i chorymi. Gestapowcy strzelali do zamkniętych wagonów w czasie transportu celem przestraszenia uwięzionych, którzy w czasie 4 dób nie otrzymali w ogóle jedzenia. Było więc dużo chorych, a nawet i ciężko chorych.

Muszę tu przyznać pełen szacunek lekarzowi Polakowi (wysiedleńcowi z Pomorza), który opiekował się rannymi jak mógł. Nastąpiło kilka zgonów i tu chcę pokazać niemoralne stanowisko gminy w Nowym Targu. Gdy pierwszy ciężko ranny zmarł (postrzelony i przez wodną puchlinę), firma zleciła go pogrzebać. Otrzymałem konną furmankę i ze zwłokami przybyłem do Zarządu Gminy Żydowskiej w Nowym Targu. Po kilkugodzinnej dyskusji, gdy nikt nie chciał się zająć pogrzebem zmarłego, po prostu zostawiłem całun ze zwłokami pod biurem zarządu gminy i wróciłem do obozu.

Zorganizowanie brygady Żydów nie udało się. Pracować nie chcieli, wielu było chorych, a ci zdrowi pracowali leniwie, tak że brak było obiektywnych powodów, by pójść naprzeciw nim z pomocą.

Do następnej strony