Czytelniku 10

Poprzednia strona

Jak już zaznaczyłem, przeprowadzono separację Żydów początkiem 1940, niedługo potem Niemcy, by ułatwić sobie kontrolę nad Żydami, stworzyli tzw. Judenraty. Niemcy wybierali przewodniczącego Judenratu, a resztę ławników, w sumie 12, to była właściwie kooperacja, albo wybór osób typowanych przez wyborców, z których każdy chciał nie być wybrany.

Każdy Żyd zdawał sobie sprawę, że to nie będzie kongregacja decydowania o religii, ale raczej będzie to pomaganiem dla Niemców, wykonywaniem zarządzeń, czy też chodziło o zespoły ludzi do pracy nieodpłatnej czy też do inkasowania kar nakładanych na wynędzniałych Żydów czy wreszcie o zbieranie informacji poufnych przez wywieranie presji różnego rodzaju.

Oczywiście nieszczęściem byłby fakt znalezienia się donosiciela wśród społeczeństwa liczącego kilkaset głów, ale na szczęście taki delikwent (w rękopisie: unterwelt) nie znalazł się do sierpnia 1942. W międzyczasie zdarzył się inny fakt, że nie przeżyłem sierpnia 1942 r

Strony 32-35

W marcu 1940 roku Judenrat w Makowie otrzymał nakaz dostarczenia wszystkich zdolnych do pracy mężczyzn na punkt pracy w Chabówce, do firmy „Stuag”. W grupie kilkudziesięciu znalazłem się i ja. Zabarakowano nas w baraku stojącym od paru lat, a zbudowanym przez firmę polską, która przeprowadzała wydobycie kamienia w pobliskim kamieniołomie na górze Obidowa. Znaleźli się tu Żydzi z Makowa, Jordanowa, Osielca, Rabki Zaryte i wszystkich wsi w okolicy. Grupa liczyła około 250 osób.

Musieliśmy sami zorganizować zastany barak na zdolny do wykorzystania, a przede wszystkim kuchnię dla zmęczonych i głodnych. Zostałem wybrany jako Lagerführer tylko dlatego, że byłem jedynym człowiekiem z wyższym wykształceniem, ale także dlatego zarząd firmy zlecił mi mieszkać osobno w domu dróżnika.

Do pustych kotłów należało zwozić ziemniaki, mięso, mąkę i to w tym celu wyasygnowała firma zresztą prywatne austriackie pieniądze, otrzymałem od firmy zaświadczenie, że jestem upoważniony do zakupu wolnych od przydziału artykułów spożywczych, że posiadane przeze mnie pieniądze należą do firmy. Jeździłem do różnych miejscowości i kupowałem na czarnym rynku ziemniaki, mąkę, cebulę.

Osadzenie nas w barakach, mieszczących się na szczycie Obidowej, miało miejsce w pierwszych miesiącach 1940 roku. Miesiące były zimne, odzież skąpa, wyżywienie skąpe, toteż malała ilość zbarakowanych z dnia na dzień. Ten i ów wprawdzie wracał dobrowolnie (do pracy), gdy w domu z wyżywieniem było coraz gorzej – gdy otrzymał wezwanie do powrotu.

Takim osłabłym był syn dajana w Makowie Naftali Beer. Uciekał i wracał w stanie fizycznym coraz to gorszym, gorzej ubrany i coraz bardziej robiący wrażenie człowieka zaszczutego, ciągle nie zrezygnował z noszenia kapoty, pejsów i skromnej brody. Robił wrażenie żałosne. Ale niestety nie można mu było pomóc.

Mnie jako Lagerführera obowiązywało jak wyżej wspomniałem zakup, gotowanie, bo byłem i kucharzem, a następnie rozdanie jedzenia. Nawet firma nam płaciła 45 groszy na godzinę, za dzień zarobku można było kupić pół bochenka chleba.

Po kilku miesiącach z uwagi na warunki klimatyczne dysponenci siły roboczej przesiedlili nas do Chabówki, do olbrzymiego budynku „pod Obidową”. Mieliśmy tu więcej wygody, dobrą kuchnię, a nadto musieliśmy gotować i wydawać posiłki raz dziennie także dla wszystkich Polaków. W tym czasie doszła nas wiadomość, że zwiększy się liczba Żydów w naszym obozie.

Do następnej strony