Czytelniku 7

Poprzednia strona

Już po wyjściu z aresztu skierowałem pierwsze kroki w kierunku apteki, mieszczącej się naprzeciwko domu dr Schnappa. Spodziewałem się, że mój brat albo aptekarz Witaschka pozostawili mi jakąś wiadomość o kierunku odejścia. Niestety ku mej rozpaczy nie wiedziano nic o dalszym losie Żydów mi najbliższych w tej chwili. Wobec rozpaczliwego mego stanu, nie mając grosza w kieszeni czy kawałka chleba udałem się pieszo w kierunku wschodnim. Doszedłem do Niemirowa Zdroju. Zaszedłem do miejscowej apteki, która ku memu szczęściu należała do Żyda, który mnie chętnie ugościł, w zamian za to pomogłem mu ukryć w murze w piwnicy nieco srebra i biżuterii.

Przechodziłem w dalszej wędrówce przez wsie i miasteczka, których nazw nie pamiętam. Tak to błądząc po drogach, postanowiłem zamiast iść na wschód wrócić do domu, obierając kierunek na zachód i w ten sposób otarłem się o wielki obóz wojskowy żołnierzy polskich nie wiedząc, że to był już obóz jeńców polskich, w którym był także mój młodszy brat ze swym 12 pułkiem piechoty.

Przekroczyłem San w okolicy Jarosławia, dotarłem do stacji kolejowej licząc na to, że jakimś pociągiem dostanę się do Krakowa. Po przespaniu nocy na ziemi, spotkałem następnego dnia moich gimnazjalnych kolegów ze stacji Sucha, którzy poinformowali mnie, że rzeczywiście kompletny skład pociągu udaje się do Suchej. Ku mej radości wzięli mnie ze sobą do wagonu kolejarzy i tak dobrnąłem po krótkim czasie do Krakowa, gdzie na Alei Słowackiego mieszkała rodzina moich krewnych.

Po 2-dniowym pobycie udało się powrócić do rodzinnego Makowa i to pociągiem, gdyż okazało się, że zarówno trasa jak i mosty zostały nie uszkodzone. W mieście panował jakiś dziwny spokój, może nawet niesamowity, ale tak to bywa w spokojnej górskiej wsi, gdy lawina śniegu opada znienacka i zaskakuje jej mieszkańców swą grozą i nieuniknionymi następstwami. O żywność było już trudno. Moi krewni, którzy uciekli przed nawałą hitlerowską z okręgu czeskich Moraw (Morawska Ostrawa) nie łudzili się, że przyszłość okaże się łaskawa.

Ku memu szczęściu Rodzice wrócili z ucieczki, w czasie której dobrnęli aż do Tarnowa i również pieszo wrócili do domu. Niestety nie mogli otworzyć i prowadzić nadal swego handlu, gdyż Niemcy przy pomocy usłużnych miejskich donosicieli zdążyli zamknąć i zabezpieczyć przedsiębiorstwa żydowskie.

Również moja fabryka uległa zamknięciu i chociaż na drzwiach była przyklejona kartka, że to mienie żydowskie, zdążyłem gotowe fabrykaty wyjąć i na miejscu sprzedać po kosztach produkcji, w ten sposób zainkasowałem około 1000 zł; o surowcach jak żelazo, drzewo nie mogło być mowy, bo na to potrzeba by było wiele osób i transport, a w tych warunkach było to niemożliwe. Byli tacy Polacy, którzy chcieli już być właścicielami mojej fabryki.

Do następnej strony