Czytelniku 3

Poprzednia strona

1 IX – 22 VII 1942

Piątek, 1 września. Atak artyleryjski od strony wsi Sidzina i loty bombowców niemieckich wzdłuż granicy polsko-czeskiej wprowadziły niepokój i panikę wśród ludności żydowskiej. Rozpoczyna się ucieczka pojedynczych osób. Przeważająca część społeczeństwa żydowskiego pozostała, ta część która prawdopodobnie nie dysponowała ruchomymi walorami, by móc urządzić się w nowych nieznanych warunkach. Szereg osób zbiegłych powróciło po kilkudniowej nieobecności. Rozpoczyna się nowy okres życia dla pozostałych, który jak wspomniałem powyżej skończył się kompletną likwidacją.

Sytuacja mojej rodziny nie była zbyt różowa. Najmłodszy brat służył w 73 pułku piechoty w Katowicach, starszy od niego dostał wezwanie mobilizacyjne do 12 pułku piechoty w Wadowicach. Ja i mój brat pozostaliśmy w domu wobec czego rozpoczęliśmy ucieczkę w sobotę wieczorem i zatrzymaliśmy się u krewnych w Tarnowie dopiero po 2-dniowej bieganinie po różnych drogach. W tym mieście spotkaliśmy dwóch osiemnastoletnich młodzieńców i aptekarza z Makowa Podhalańskiego (Leona Witaschkę) i wobec odmowy naszych Rodziców do dalszej wędrówki i decyzji Ich powrotu do domu, postanowiliśmy przyłączyć się do spotkanych w Tarnowie. Jednakże już w Tarnowie dwaj wyżej wymienieni bohaterzy pozostawili nam na głowie aptekarza, wobec czego postanowiliśmy ruszyć dalej, a tymczasem z bratem nie mieliśmy pieniędzy, którymi dysponował aptekarz i zobowiązał się on pokryć wszelkie straty. Dalsza ucieczka zmuszała nas do większej ostrożności z powodu ataków na główne linie kolejowe i szlaki. Oba mosty na Dunajcu były zbombardowane, wobec czego przeprawiano się na ich gruzach.

Już po wyjściu z Tarnowa wczesnym rankiem byliśmy świadkami wykonywania wyroku śmierci przez rozstrzelanie na kimś, o kim mówiono, że był szpiegiem. Oczywiście, że nie byliśmy sami na szlaku. Masy ludzkie nie tylko te, które przewijały się z miasta, ale kooptujące po drodze tworzyły czasem mrowie, w którym trudno było się poruszać.

Do następnej strony